Tanqueray Rangpur

Gin, bo o nim tu mowa został wynaleziony przez doktora Franciscusa Sylviusa aka Franza de la Boë, wykładowcę na najstarszym holenderskim uniwersytecie w Lejdzie, ufundowanym już w 1575 roku przez Ludwika Orleańskiego. Sama jałowcówka, bo tak należy tłumaczyć nazwę tego alkoholu ( ”jenever” po holendersku ) powstała nieco później bo mniej więcej w połowie wieku XVII i miała być medykamentem na problemy z oddawaniem moczu i zapobiegać kamicy nerkowej. Do Anglii, gdzie po whisky jest to drugi najczęściej pijany alkohol, na większa skalę gin trafił za sprawą żołnierzy angielskich wracających z niderlandzkiej wojny osiemdziesięcioletniej, nazywany był on przez wojaków ”holenderską odwagą” ( dutch courage ), ciekawostką, choć już pewnie szerzej znaną jest fakt, iż gin dodawano do roztworu wody i chininy ( podstawowego leku na malarię ) aby zamaskować nieco gorzki smak tej drugiej. Gin bardzo szybko przypadł on do gustu anglikom, którzy po wprowadzeniu ogromnych ceł na produkty z krajów katolickich, oraz na alkohol zewsząd, niemal w co drugim domu mieli własny sprzęt do jego wytwarzania. Podstawą do wyprodukowania ginu teoretycznie jest spirytus pszenny, w przeszłości jednak stosowano do jego stworzenia wszelkiego rodzaju destylaty, do których w kolejnym procesie destylowania dodawano suszone owoce jałowca oraz całą gamę przeróżnych ziół i korzeni. Marka Tanqueray została założona przez Charles’a Tanqueray w roku 1830, w londyńskiej dzielnicy Bloomsbury i pewnie trwałaby tam do dziś gdyby nie ogromne zniszczenia spowodowane przez niemieckie samoloty podczas II Wojny Światowej, co poskutkowało przeniesieniem produkcji do Laindon Distillery w Essex, a w 1998 roku do Cameron Bridge w Szkocji. Obecnie marka ta znajduje się w rękach alkoholowego magnata Diageo. Tanqueray Rangpur jest to gin z dodatkiem nasion kolendry, liści laurowych, imbiru i zagadkowego owocu pod nazwą Rangpur, który to jest swego rodzaju hybrydą cytryny i mandarynki, owoc ten możemy spotkać pod różnymi nazwami i tak w Brazylii jest to Cravo Lemon, w Japonii – Hime Lemon, w Chinach – Canton Lemon, a w U.S.A. – Mandarin Lime. Sam Rangpur jest dość duży, bardzo soczysty, o aromacie mandarynki jednakże jest on również niesamowicie kwaśny. Aromaty wyczuwalne w tym ginie to przede wszystkim nuty cytrusowe, dopiero gdzieś w tle można wyczuć raczej subtelne nuty jałowca i kolendry, co przy jałowcówkach jest małym ewenementem. Jednakże w tym ginie cały charakter tkwi w końcówce ( finiszu ), trunek zdecydowanie dla amatorów cytrusów, jest tu nieco niuansów cytrynowych, raczej brak tytułowej quasi mandarynki i całe mnóstwo estrów powiązanych z limonką, można go zatem pić jedynie z kostką lodu i cytrynowym ”twistem”. Dla fanów bardziej tradycyjnych odmian tego alkoholu poleca się wypróbować go w koktajlach, lecz i tu nie sprawdzi się on we wszystkich drinkach budowanych na bazie ginu. Idealnymi kompozycjami będą tu wszelkie wariacje ”Collinsów”, tradycyjne Martini Cocktail i po prostu gin z dodatkiem soku z czerwonego grejpfruta.

Pojemność: 0,7 l.
Alkohol: 41,3 %