Gabriel Boudier Saffron Gin

Gin, którego nie sposób przeoczyć. Dziecko francuskiej destylarni Gabriela Boudier, założonej w roku 1874 właśnie przez Gabriela Boudier w miejscowości Boulevard we Francji. Gorzelnia ta położona w regionie Dijon, jest również producentem słynnego na całym świecie likieru z czarnych porzeczek – Creme de Cassis de Boudier, za który to otrzymała odznaczenie francuskiej legii honorowej. Po śmierci założyciela destylarni w roku 1918, wdowa po nim sprzedaje firmę Marcellowi Battault. Ten zaś, ze względu na rozsławione już imię gorzelni postanawia nie zmieniać nazwy destylarni pozostając przy French Distillery Gabriel Boudier. W miarę rosnącej popularności emitowanych trunków destylarnia przenosi się z Boulevard do Strassbourga. W roku 2008 na zapytanie angielskiego importera produktów Boudier’a, o stworzenie francuskiego ginu w stylu londyńskim, Jean Battault sięga do odziedziczonej w spadku wraz z gorzelnią książki, z różnego rodzaku przepisami i kompozycjami smakowymi stworzonymi przez założyciela destylarni Gabriela Boudier. Jest to lektura jeszcze z dziewiętnastego wieku, pamiętająca czasy kolonializmu francuskiego w Indiach i przedstawiająca przede wszystkim rośliny i przyprawy egzotyczne jako najwyższą formę wysublimowania smakowego. Ponadto Jean Battault bierze pod uwagę zmiany jakie zaszły od końca dwudziestego wieku w kuchni brytyjskiej – jak twierdzi: Brytyjczycy, wraz z napływem olbrzymiej liczby emigrantów z Indii i Pakistanu, zamienili już swój Yorkshire Pudding na indyjskie curry, a w związku z tym tak ”angielski” trunek jak gin, także powinien ewoluować”. I właśnie w taki sposób powstaje koncepcja ginu opartego poza jałowcem na egzotycznych w sumie wciąż jak na Europę przyprawach. Bazą wciąz pozostaje jałowiec, natomiast w sukurs idą mu ziarna kolendry, cytryna, skórka pomarańczowa, ziarenka angelico, kłącza irysa, fenel i oczywiście najdroższa przyprawa Świata – szafran. Wszystkie te składniki zostają poddane maceracji w alkoholu wytworzonym z pszenicy, a następnie trafiają do tradycyjnych alembików by przejść proces destylacji. Po przeprowadzeniu całego procesu trunek trafia do butelek i może cieszyć amatorów jałowcówek na całym Świecie.
W nosie przede wszystkim wyczuwalne są jak to przystało na gin jałowiec oraz kolendra, a nam pozostaje cisnące się na usta pytanie ” gdzie jest szafran ?”. Na to szybko odpowiedzi nie znajdujemy, ponieważ kolejne nuty wychodzące ze szklaneczki to zdecydowanie niuanse cytrusowe – wspomnianej już wcześniej cytryny oraz skórki pomarańczowej. Szafran wyczuwalny jest w zapachu przez nielicznych, bardziej doświadczonych smakoszy ginu. W ustach okazuje się, że konsystencja tego trunku jest zaskakująco oleista jak na przedstawiciela tego gatunku alkoholu. Ponadto jest delikatnie słodkawy z mocnymi akcentami gorzkawej skórki pomarańczy, fenelu oraz sosny i kolendry. Szafran ponownie okazuje się dość ciężki do wysupłania z tej kakofonii smaków. Generalnie jest to trunek, którego każdy powinien spróbować jako przedstawiciela ”new wave” w świecie raczej restrykcyjnego jak dotąd ginu, jakkolwiek poleca się go przede wszystkim do picia ” on the rocks” bądź też w tradycyjnym ”g&t”

Pojemność: 0,7 l.
Alkohol: 40 %